Napisane przez: Mirume | 7 Listopad 2010

XVI

Rozdział XVI
Dzienniki


Naruto znów nie pojawił się w szkole. To już trzeci dzień, co on sobie wyobraża? I dlaczego on, Sasuke, zaprząta sobie tym głowę? Sfrustrowany zatrzasnął za sobą drzwi do męskiej toalety i od razu odwrócił się, by stamtąd wyjść.
- Zaczekaj! – zawołał za nim Sai, chwytając go za ramię.
- Myłeś ręce? – spytał z dezaprobatą, spoglądając na dłoń kolegi z klasy. Ten puścił go i uśmiechnął się w ten swój irytujący sposób.
- Mam coś dla ciebie – powiedział.
- Nie chcę tego – odparł chłodno Sasuke.
- Skąd wiesz, skoro jeszcze tego ci nie dałem? – spytał, zniżając głos do szeptu dealera z ciemnego zaułka. – Przyda ci się.
- Wątpię.
Lecz Sai, ignorując zupełnie jego słowa, zaczął szukać czegoś w torbie. Sasuke rzucił mu podejrzliwe spojrzenie. Aż strach się bać co to będzie, pomyślał. Powinien stąd jak najszybciej wyjść, a nie stać tu jak kretyn i czekać na to co wymyślił sobie ten idiota. Został.
- Mam! – zawołał wyraźnie dumny z siebie Sai, wyciągając z torby jakiś notatnik. Sasuke uniósł pytająco brwi, kiedy mu go podał.
- Po co mi to?
- Jesteśmy przyjaciółmi, prawda? – upewnił się Sai.
- Nie, nie jesteśmy.
- Więc jako twój przyjaciel postanowiłem ci pomóc – stwierdził, jakby nie dotarło do niego, co właśnie powiedział Sasuke. Z resztą, on zawsze słyszał tylko to, co mu pasowało.
- Nie chcę tego – odparł stanowczo.
- Chcesz – zachęcał Sai. – Bardzo ci pomoże przeżyć jakoś samotność.
- Hę?
- Jesteśmy przyjaciółmi, a na przyjaciół zawsze można liczyć, nie? – powiedział jeszcze i wyszedł, pozostawiając go samego w toalecie. Uchiha zerknął niepewnie na dziennik i otworzył na losowo wybranej stronie. Ulubione danie: ramen. Przewrócił kilka kartek dalej: Wygląd, informacje dodatkowe: wielkość penisa – poniżej przeciętnej, pieprzyk na lewym pośladku.  Zamrugał i przeczytał to jeszcze trzy razy, aby upewnić się, że dobrze czyta. Co to, do diabła, ma być? Zajrzał na stronę tytułową: Uzumaki Naruto: Cała prawda.
- Zatłukę go – warknął do siebie i wypadł z łazienki jak burza, wpadając przy okazji na Suigetsu.
- Ale jesteś napalony od rana – uznał, podnosząc się z ziemi. – To chyba przeznaczenie, nie?
Sasuke tylko zmierzył go chłodnym spojrzeniem i schylił się, by podnieść dziennik, lecz Suigetsu był szybszy.
- A to co? – spytał i zerknął do środka. – Stary, jesteś psycholem – stwierdził, przyglądając się zdjęciu gdzie Naruto pochłaniał ramen.
- To nie moje – warknął Uchiha i wyrwał mu z ręki zeszyt.
- Możesz być ze mną szczery, trójkąciki też lubię.
Sasuke prychnął zirytowany i ruszył do klasy, zostawiając go samego na środku korytarza. Ale Suigetsu nie miał zamiaru dać tak łatwo za wygraną.
- Nie bądź taki wstydliwy! – zawołał za nim. – Mnie możesz powiedzieć o wszystkim, w końcu jesteśmy przyjaciółmi, nie? – powiedział ze złośliwym uśmiechem, gdy go dogonił.
Uchiha zacisnął zęby, słysząc słowo “przyjaciel”. Jeśli ktoś jeszcze dzisiaj je przy nim wypowie, to nie ręczy za siebie. Hamując mordercze zapędy, zapytał:
- Widziałeś Saia?
- A po co ci on do szczęścia potrzebny? – Zdziwił się. – Chcesz go zabić?
- To też – odparł, po czym dodał – Chcę mu to oddać. – Wskazał na dziennik.
- To prezent od niego? Dlaczego mnie to nie dziwi? – Roześmiał się. – Nawet nie wiesz, co on o was opowiada…
- I nie chcę wiedzieć – uciął Sasuke. – To wiesz gdzie jest?
- Nie mam pojęcia. – odparł, ale po chwili zastanowienia dodał – Pewnie szuka teraz Naruto, by dać mu coś podobnego o tobie.
Sasuke gwałtownie się zatrzymał, Hozuki, który się tego nie spodziewał, wpadł na niego. O tym nie pomyślał… W pierwszym momencie wpadł w panikę, ale po chwili uświadomił sobie, że przecież Naruto dziś nie ma w szkole. Nim się tu ponownie zjawi, to Sai już zdąży przepaść w niewyjaśnionych okolicznościach… Uchiha już się o to  postara.
- Ta mina sprawia, że dostaję dreszczy – z zamyślenia wyrwał go głos Suigetsu.
- Hę?
- Nie ważne – odparł. – Idziemy naokoło, czy ciśniemy się przez tłumy?
- Naokoło.
Zeszli po schodach i znaleźli się w tej części szkoły, gdzie rzadko ktokolwiek przebywał. Nie licząc sprzątaczek, które niekiedy tu zachodziły po zmiotki i inne takie.
Pewnie przeszliby przez korytarz nie oglądając się za siebie, gdyby nie znajome głosy, dobiegające z klasy koło, której akurat przechodzili.
- Nie podoba mi się to wszystko – stwierdziła Sakura krzyżując ręce na klatce piersiowej. Spojrzała na przyjaciółkę poważnie.
- Marudzisz – uznała Ino.
Sasuke chciał iść dalej, ale Suigetsu złapał go za ramie.
- Mówię ci, źle się to wszystko skończy, zobaczysz – nie dała się zwieść Haruno. – Ten cały, jak mu tam, nieważne, w każdym razie wcale mi się nie podoba.
- Okada Takayuki – poprawiła ją Ino.
Suigetsu i Sasuke wymienili spojrzenia. Jak i jednemu, tak i drugiemu nazwisko było znane. Można powiedzieć, że Okada działał w tej samej branży, co ojciec Hozuki, który prowadził sieć nocnych klubów znajdujących się na terenie należącym do Uchiha. Stary Takayuki chełpił się tym, że wynajdywał głupie nastolatki, obiecywał im wielką karierę, a i tak każda kończyła tak samo – jako nieletnia prostytutka.
- Histeryzujesz, wiesz? – stwierdziła poirytowana blondynka i wyszła szybko z klasy, a Sakura za nią. Nawet nie zauważyły, że ktoś je podsłuchiwał.
- Powiemy jej? – zapytał Suigetsu, kiedy zniknęły im z oczu.
- Rób co chcesz – odburknął Uchiha. – Mam swoje sprawy na głowie.
- Dobrze wiesz, że jedyną osobą zdolną ją przekonać jest jej książę Sasuke – stwierdził z sarkazmem Hozuki.
- To już nie mój problem – odparł, wzruszając ramionami.
- Jaki nieczuły. – Suigetsu nie dawał za wygraną. – Będziesz miał wyrzuty sumienia, kiedy…
- Do diabła! – Krzyknął nagle. Niebieskowłosy aż podskoczył.
- A tobie co?
Sasuke nie raczył mu odpowiedzieć, tylko patrzył przez okno ja do Naruto wysiadającego z zielonego samochodu podbiega nie kto inny jak…
- O, Sai – powiedział Suigetsu. – Znalazłeś go.
Uchiha, ignorując złośliwy ton przyjaciela, pobiegł ile sił w nogach, byle tylko zapobiec katastrofie.

 

~*~


- Zabieraj to ode mnie! – Krzyknął czerwony jak burak Naruto.
Właśnie otworzył zeszyt, który dał mu Sai i mało nie padł na zawał, kiedy jego oczom ukazało się zdjęcie Sasuke. Nie byle jakie, bo z draniem numer jeden prawie nagim, jeśli nie liczyć kusego białego ręcznika wokół bioder. Fotografia zrobiona z ukrycia, domyślił się Naruto. Jak go ktoś z tym przyłapie, to pomyśli, że jest jakimś psychofanem…I to jeszcze kogo!
- Nie musisz się wstydzić, wiem, że ci staje na sam widok – stwierdził Sai z brutalną szczerością.
- Jak ci zaraz przywalę, to tobie już nic nie stanie!
- Jesteś całkiem słodki jak się denerwujesz, wiesz? – Uznał brunet. – Sasuke też pewnie tak sądzi… Wiesz, bardzo się ucieszył jak dostał taki dziennik.
Uzumaki zrobił wielkie, przerażone oczy.
- Drań… dostał… – ledwie wykrztusił z siebie Naruto.
- Oczywiście – odparł wesoło Sai. – To byłoby niesprawiedliwe, gdyby tylko jeden wiedział o drugim wszystko, nie?
Nogi się pod nim ugięły, aż musiał się oprzeć o mur szkoły, by nie upaść. Drań… być może jest w posiadaniu jakiś jego kompromitujących zdjęć, pomyślał z przerażeniem.
Jak na zawołanie nagle za zakrętu wyłonił się nie kto inny jak Uchiha. Wyglądał jak wściekła, czarna pantera. Całkiem seksownie, przeszło przez myśl Naruto, szybko się za to zganił. Co za bzdury! Był po prostu zaskoczony. Zawsze widział Sasuke tak irytująco opanowanego… A teraz… Kątem oka zobaczył uśmiech Saia, jakby wiedział co właśnie chodzi mu po głowie.
- Wy! – warknął Sasuke.
Naruto przełknął ślinę i schował dziennik za siebie.
- Jeżeli dałeś mu to co myślę to już nie żyjesz – zwrócił się do Saia. Ale wystarczyło jedno spojrzenie na czerwonego Uzumakiego, by uznać, że jego obawy się sprawdziły.
- Gdzie to jest? – spytał, patrząc groźnie na blondyna.
- Eee… – zająknął się. Po czym sobie uświadomił, że to przecież tylko Uchiha. Dlaczego się tak trzęsie? Wyprostował się i wskazał na Saia. – To ten idiota mi to dał!
- To już wiem – odburknął Sasuke. – Ja pytam, gdzie to jest. Gadasz albo cała szkoła dowie się, że masz pieprzyk na lewym pośladku i wiele innych kompromitujących rzeczy.
- Skąd o tym wiesz? – zapytał zaskoczony.
- Stąd. – Dopiero teraz zauważył, że Sasuke trzyma w ręce identyczny notatnik, który on dostał od Saia.
- Nie mów, że…
- Dokładnie.
- I ty to przeczytałeś? – Jęknął z rozpaczą Naruto. – Ty draniu! Jak mogłeś.
- Jedynie zajrzałem – warknął Uchiha, ale wyraźnie zażenowany, co oczywiście starał się ukryć. Rzucił do stóp blondyna zeszyt, który trzymał w ręce. – Teraz to oddaj.
Uzumaki wyciągnął zza pleców notatnik, ale nim mu go dał wyrwał coś ze środka. Po czym cisnął go w jego stronę zeszyt.
- Jeśli cokolwiek komuś powiesz… – Zrobił pauzę i pokazał mu zdjęcie, gdzie Sasuke był w samym ręczniku. Brunet spojrzał na niego zaskoczony. – To to trafi w ręce dziewczyn.
Uchiha do niego doskoczył, ale nim wyrwał mu kompromitującą fotografię z rąk, Naruto zdążył ją schować do tylniej kieszeni.
- Oddawaj!
Blondyn tylko pokręcił głową i zasłonił swoje pośladki dłońmi, jakby się bał, że Sasuke zechce mu odebrać siłą fotografię. Co ten też w akcie rozpaczy próbował zrobić, ale jedyne co zdziałał to to, że przycisnął blondyna bardziej do muru szkoły. Z daleka musieli wyglądać jak para, która potajemnie obściskuje się za rogiem, pomyślał Naruto. Ale nie miał zamiaru się poddawać. Szczególnie, że jakoś dziwnie zaczęło mu się to podobać…
- Wiem, że małżeńskie kłótnie są pociągające… – odezwał się nagle ktoś. Obaj spojrzeli w jego stronę. Był to Suigetsu. – Ale tak jakby Sai wam zwiał.
Odwrócili się w stronę, gdzie przed chwilą stał główny winowajca. Nie było go…

 

~*~

- Dlaczego mam za ciebie sprawdzać zadania domowe? – warknął Minato w stronę Kakashiego, który leżał na sąsiednim łóżku i nic nie robił. Całą pracę zwalił na Namikaze i Jiraiyę. – Mamy ważniejsze sprawy na głowie niż to.
Wskazał ze złością na stos kartek przed sobą. Powinni zająć się kodem, a nie tym.
- Na razie i tak cały czas marudzisz, więc możesz zrobić coś pożytecznego. – Uznał Hatake. – A ja nie mogę nic robić. – Uniósł nieco złamaną rękę. – Chyba nie muszę ci przypominać przez kogo tu jesteśmy i kto kazał mi zostać nauczycielem.
- Miałeś pilnować mojego syna, a nie zajmować się pierdołami – syknął Namikaze. Jeszcze dzień tej bezczynności w szpitalu, a go rozniesie. Irytowało go dosłownie wszystko, a współlokator tylko wszystko pogarszał.
- Muszę przecież sprawiać wrażenie człowieka, który wie co robi.
- Tak, pełen profesjonalizm – zadrwił. – Dać nastolatkom do interpretacji pornograficzne wywody starego zboczeńca.
Jiraiya podniósł głowę i spojrzał chłodno na blondyna.
-Co taki amator jak ty może wiedzieć o literaturze pięknej? – zapytał z wyższością.
Minato uniósł brwi i rzucił mu pełne sceptycyzmu spojrzenie.
- Mówisz o tym? – Pomachał kartką, na której zapisany był wiersz wielkiego Jiraiyi. – To się nawet nie rymuje.
- Bo to nie wierszyk dla przedszkolaka – warknął autor owego utworu. – Z resztą, czego ja się spodziewam po takim literackim zerze? Że odkryje głębie i piękno każdej strofy? Że zrozumie refleksje…
- Starca, który co wieczór zalewa się w trupa w tokijskich burdelach? – wtrącił Namikaze. – Racja, fascynujące.
- Ty mały, niewdzięczny smrodzie. – Jiraiya wstał z miejsca, ale nim cokolwiek zrobił atmosferę do zabijania zabiło pukanie do drzwi.
Do środka weszła rudowłosa dziewczyna. Ayanno.
- Chyba czas abyśmy ustalili warunki naszej umowy – powiedziała bez ogródek.
- Czyli się zgadzasz? – upewnił się Minato.
- Na to wygląda.
~*~
Ugotowane!


Starsze pozycje »

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.